Wulkan Rinjani

Duża część wyspy Lombok to wulkan Rinjani, a raczej to, co z niego zostało. Gigantyczna kaldera to także resztki wulkanu Samalas, który wraz z Rinjanim tworzył jeden kompleks wulkaniczny. Dziś to popularny cel trekkingowych wypadów, ale około roku 1257 doszło tam do jednej z największej erupcji ostatnich dwóch tysięcy lat, a skutki były odczuwalne na całej planecie.

Po ostatnim trzęsieniu ziemi, wstęp na górę został zabroniony do odwołania. W połowie listopada pojawiły się informacje, że jedna z rzadko uczęszczanych tras będzie otwarta przed końcem roku http://www.thejakartapost.com/travel/2018/11/15/hiking-trail-on-mount-rinjani-to-be-reopened.html. Przed wyjściem na górę koniecznie trzeba rozpoznać stan faktyczny, najlepiej w Senaru lub Sembalun. Co więcej, po naprawieniu zniszczeń i przywróceniu ruchu turystycznego, poniższe dane na temat tras mogą być już nieaktualne.

W 2013 r. grupa naukowców okrzyknęła erupcję z 1257 r. jako „brakujące ogniwo” w teorii wyjaśniającej gwałtowne zmiany klimatyczne. Ilość materiału wulkanicznego, jaka dostała się wtedy do atmosfery, zapoczątkowała lub miała istotny wpływ na obniżenie temperatury na świecie nawet o jeden stopień w przeciągu kilku następnych lat. Spowodowało to duże anomalia pogodowe oraz katastrofalne zniszczenia w uprawach, w różnych rejonach świata. Efektem końcowym była śmierć wielu tysięcy ludzi w oddalonych o tysiące kilometrów miejscach (np. Londyn). Naukowcy dokonali na tę potrzebę dość ciekawej analizy i zebrali dowody na to, że to właśnie erupcja tego wulkanu była „tą brakująca”. Coby nie udawać naukowca i specjalisty, dostępna jest cała masa materiałów na ten temat: http://www.pnas.org/content/110/42/16742, czy zrobiony w telewizyjnym stylu para-dokument: https://www.imdb.com/title/tt7408406/ (na tą chwilę dostępny pod: https://www.dailymotion.com/video/x6860a1).

Współcześnie, Rinjani jest jedną z głównych atrakcji wyspy Lombok i chyba najpopularniejszym, poważnym trekkingiem w całej Indonezji, co może trochę odstraszać. Jednak mając świadomość gwałtownej historii tego miejsca, oglądanie tego co zostało po wybuchu nabiera nowego sensu i może pomóc przetrzymać tłumy Amerykanów i Niemców. I rzeczywiście, dopiero patrząc na gigantyczną kalderę można wyobrazić sobie skalę erupcji. Co więcej, obszar nadal jest niestabilny sejsmicznie. Woda w jeziorze wewnątrz wulkanu ma stałą temperaturę niemal 20ºC, przy wysokości ponad 2000 m n.p.m., a Barujari, mały stożek wewnątrz Rinjaniego, jest niemal w stanie ciągłej aktywności. W 2010 r. doszło tam do nagłej erupcji, co spowodowało zamknięcie parku na dłuższy okres.

ORGANIZACJA I FORMALNOŚCI (RED TAPE)

Aby wejść na teren parku, trzeba wykupić bilet, który kosztuje 150000 IDR (dla obcokrajowców) za dzień. Więcej informacji na stronie parku: http://rinjaninationalpark.com. Zdobycie Rinjaniego w najkrótszej i najsensowniejszej formie, to dwa dni. Dwie główne trasy startują z dwóch różnych stron góry:

  • Senaru – z północy
  • Sembalun – ze wschodu

Aby dotrzeć do tych miejscowości trzeba skorzystać z prywatnego transportu, taksówek lub ojeków. Czy to po przypłynięciu do któregoś z portów, czy po przylocie do Mataram, najpewniej pozostanie nam negocjowanie cen z kierowcami czekającymi na turystów. Teoretycznie istnieje „transport publiczny” w postaci busików bemo, ale kierowcy widząc turystów, czasami rzucają cenami z kapelusza i nie dają się złamać. Transport przy pomocy bemo potrwa też zdecydowanie dłużej, więc warto dopłacić.

Popularniejszą i ciut łatwiejszą trasą jest ta, wychodząca z Sembalun. Tam też znajduje się biuro parku narodowego. Dostępne są też inne trasy, które wiodą zachodnim zboczem, ale nie wiodą na szczyt.

Najszybszym sposobem dostania się na górę jest wykupienie zorganizowanej wycieczki. Wariantów jest kilka, od 2-dniowych, po 4 i 5-dniowe. Te 2-dniowe, to zazwyczaj podejście pod krawędź krateru, poranne wejście na szczyt i powrót na wioski. Dłuższe opcje zawierają zejście do krateru i gorących źródeł lub powrót inną trasą. Jednak przed wybraniem opcji zorganizowanej polecam przeczytanie poniższego akapitu.

CZY WARTO?

W sezonie szlak jest mocno zatłoczony, a pola namiotowe stają się jednym wielkim śmietniskiem. Mi dane było wchodzić pod koniec grudnia, więc już w porze deszczowej a ruch i tak był spory. Płacąc ponad 300000 IDR za dwa dni pobytu na terenie parku, można się spodziewać, że przynajmniej ułamek tych pieniędzy poprawi infrastrukturę i ochroni przyrodę. Tutaj jednak instytucja parku narodowego niezbyt się sprawdza, bo poza szumnymi hasłami o ekologicznych praktykach, niewiele się dzieje. Śmieci i ludzi jest tam zdecydowanie za dużo. Niby po drodze są kosze, ale zapełniają się szybko a wredne makaki wyżerają resztki jedzenia i rozciągają śmieci po okolicy. Szlak jest teoretycznie regularnie sprzątany, ale zdecydowanie za rzadko jak na ruch, jaki tam panuje.

Makaki-kloszardzi wyżerają resztki i rozciągają śmieci po okolicy
Pole namiotowe, a właściwie tylko jego mała dzielnica

Takie tłumy turystów są w dużej mierze napędzane przez hotelarzy i agencje turystyczne. Nagabują oni prawie każdego, także ludzi, którzy nie posiadają podstawowego wyposażenia na górskie wycieczki ani ewidentnie nie są przygotowani fizycznie. Obiecują, że trekking nie jest trudny, żeby tylko uzbierać kilkuosobową grupę. Ostatecznie, naiwni turyści często idą nie wiedząc co ich czeka. Nierzadko kończy się tym, że ledwo dochodzą do krawędzi krateru, a podczas zejścia, w końcowym etapie muszą wynająć ojeka (moto-taxi).

Ekipy, które wchodzą z turystami to już osobna historia. Podstawowy zespół tworzy kilku tragarzy (inaczej porterzy) oraz przewodnik. Porterzy, to zazwyczaj młodzi chłopcy, którzy noszą właściwie wszystko, czego potrzebuje grupa, trochę jak Szerpowie w Himalajach. Jedzenie, namioty, śpiwory, woda – razem to przeważnie ponad 30 kg noszone w specjalnych nosidłach. Wielu z nich idzie boso lub w klapkach! W tym samym czasie, turyści często bez plecaków i podstawowego wyposażenia, hasają wokół powoli prących pod górę tragarzy. Ci nierzadko zasapani jak woły, przygotowują im jeszcze po drodze jedzenie, którego jest zdecydowanie za dużo jak na taki wypad. Niby to ich praca i robią to bez przymusu (kilku twierdziło nawet, że bardzo lubią swoją pracę), ale według mnie był to największy minus zorganizowanego wejścia i niszczy sens górskiego trekkingu.

Porter niosący ekwipunek dla turystów

Przewodnicy mają dużo lżej, bo ich zadaniem jest pilnowanie grupy i wprowadzenie jej na szczyt. Jednak z moich obserwacji wynika, że większość z nich niezbyt interesowała się losem turystów, a po wejściu na wierzchołek niektórzy zostawiali swoich „podopiecznych” daleko w tyle a sami schodzili już do pola namiotowego.

Jest też jeden plus wybrania opcji zorganizowanej. Transport na Lomboku jest dość drogi jak na Indonezję i polega na kupowaniu przejazdów od przewoźników lub mieszkańców. Biorąc wycieczkę zazwyczaj mamy w cenie odbiór z miejsca zamieszkania i często odstawienie w dowolne inne miejsce na wyspie oraz bilet na prom wpływający z Lomboku na inne, wybrane wyspy. Potrafi to zaoszczędzić sporo czasu i pieniędzy.

Podsumowując – warto wejść na Rinjaniego, ale moim zdaniem, tylko i wyłącznie na własną rękę. Wymaga to  dość dużo wcześniejszego planowania, organizowania i niezłej formy, ale na pewno pozostawi lepsze końcowe wrażenie.

TREKKING

  • OD STRONY SENARU

Ta opcja jest trudniejsza, ale za to zdecydowanie mniej oblegana i chyba ciut ciekawsza. Jednak aby dotrzeć na szczyt od tej strony mogą być potrzebne aż 3 dni, ponieważ do podejścia jest ponad niemal 3000 m, w tym przekroczenie głębokiego na 500 m wyłomu w kalderze.

Odcinek do krawędzi krateru startuje w samej wiosce Senaru i wiedzie głównie gęstym lasem deszczowym, na wysokość ponad 2600 m. Potem trzeba przebrnąć wspomniany wcześniej wyłom, ale nagrodą są gorące źródła znajdujące się na poziomie jeziora. Po pokonaniu wyłomu ścieżka wiedzie już na górę i jest to najtrudniejszy etap. Jeśli chodzi o powrót, to moim zdaniem najsensowniej będzie zejść do Sembalun, przez co zaliczyć można dwie, różne drogi.
Wejście na szlak rozpoczyna się bramą, gdzie za dnia siedzą pracownicy parku. Trzeba się tam zarejestrować i kupić bilet. Jak się łatwo domyśleć, idąc w nocy, można uniknąć opłaty, ale to już jest kwestia osobistych preferencji.

Kawałek Rinjaniego widoczny z Senaru
Jeden z wodospadów w okolicach Senaru

Dobrą alternatywą jest wejście trasą wiodącą na wodospady, która potem łączy się z głównym szlakiem. W lesie panuje wilgotny i gorący klimat, więc wskoczenie pod wodospad jest świetnym przerywnikiem.

Całkowity dystans: 20464 m
Najwyższy punkt: 3623 m
Najniższy punkt: 597 m
Wyskokość podjazdów: 3693 m
Wysokość zjazdów: -670 m
Pobieranie
  • OD STRONY SEMBALUN

To najbardziej uczęszczana trasa – w sezonie można trafić na prawdziwe tłumy. Jest łatwiejsza, niż ta z Senaru i wykonalna w ciągu dwóch dni, ale do pokonania i tak jest 2500 metrów przewyższenia.

Pierwszy etap to mozolne podchodzenie na krawędź kaldery, gdzie jest pole namiotowe. Większość tego odcinka odbywa się wśród wysokich traw i rzadkich lasów. Atrakcją tego etapu są makaki, które przyzwyczajone do ludzi, podchodzą bardzo blisko. Przejście powinno potrwać około 7-8 godzin.

W porze deszczowej istnieje ryzyko osunięć, co niejednokrotnie się już zdarzało (http://www.thejakartapost.com/news/2018/01/10/one-killed-after-landslide-hits-lombok-tourist-area.html). Sama ścieżka jest miejscami sporo trudniejsza do podejścia niż w dużym sezonie.

Mniej więcej w połowie drogi do krawędzi krateru i przed długim podejściem do krawędzi

Ostatni odcinek przed szczytem, gdzie idzie się pod dużym kątem, po sypkim wulkanicznym zboczu, jest najbardziej wymagający, ale też daje najciekawsze doznania. Grań kaldery jest miejscami mocno wyeksponowana, co zbiera śmiertelne żniwo każdego roku. Poniżej kilka wiadomości prasowych, zazwyczaj o śmierci obcokrajowców, co przykuwa uwagę indonezyjskich mediów zdecydowanie bardziej niż wypadki Indonezyjczyków.

Najczęściej piechurzy spadają do krateru przez nieuwagę lub padają z wycieńczenia podczas podejścia.

Z pola namiotowego na szczyt można wejść w około 3 godziny. Zejście potrwa niewiele krócej.

Całkowity dystans: 14297 m
Najwyższy punkt: 3623 m
Najniższy punkt: 984 m
Wyskokość podjazdów: 2660 m
Wysokość zjazdów: -29 m
Pobieranie

Technicznie, trasa nie jest trudna, ale za to dość długa i męcząca. Na szczycie czeka imponujący widok na aż 4 wulkany: krater Rinjaniego i Samalasa, Barujari – to ten mały wierzchołek w środku kaldery. Przy dobrej pogodzie widać wyraźnie balijski wulkan Agung. Sama kaldera jest oczywiście najciekawszym punktem całego trekkingu.

3, a właściwie 4 wulkany (lub ich resztki) widoczne na jednym zdjęciu
Przy dobrej pogodzie wyraźnie widać balijski wulkan Agung, który ostatnio był bardzo aktywny

Podsumowując, przy dwóch dniach polecam wyjście i powrót z Sembalun. Przy trzech dniach lub bardzo dobrej kondycji warto pomyśleć nad wyjściem z Sembalun, wejściem na szczyt i powrótem do Senaru. W tej opcji, po zdobyciu szczytu, można w nagrodę wymoczyć się w gorących źródłach.

CO ZABRAĆ? 

Wejście na ponad 3700 m n.p.m., w tej części świata, wiąże się z przebrnięciem przez dwa typy krajobrazu. Na początku jest wilgotno i gorąco, ale ostatnie podejście może, w zależności od pogody, wymagać kurtki, rękawiczek i na pewno dobrych butów. Warto zabrać kijki trekkingowe – na sypkim zboczu będą bezcenne. Nocleg na krawędzi kaldery także może zaskoczyć niskim temperaturami.

KIEDY JECHAĆ?

Park narodowy zazwyczaj jest niedostępny w okresie styczeń-marzec, gdy pora deszczowa jest w pełni: http://www.thejakartapost.com/news/2017/12/15/rinjani-trekking-routes-closed-from-january-to-march.html. Poza tymi miesiącami, pogoda powinna być wystarczająco dobra. Mi zdarzyło się atakować szczyt pod koniec grudnia, więc już w porze deszczowej i faktycznie warunki  mogłyby być lepsze. Mimo to, wejście było jak najbardziej możliwe.