Araukania i Los Lagos – małe Niemcy na wulkanach

Na południe od Santiago, aż do Puerto Montt rozciąga się gospodarcze serce Chile. Gęstość zaludnienia jest miejscami kilkukrotnie większa niż w reszcie kraju, ale jadąc przez te tereny nie ma się wrażenia przeludnienia, a wręcz przeciwnie. Szczególnie regiony Araukania i Los Lagos wyglądają miejscami jak sielankowe, alpejskie wioski, ruch na drogach jest umiarkowany, a większe miejscowości są jakby gdzieś pochowane.

Podobieństwo do niemieckich czy austriackich wiosek jest nieprzypadkowe. Od połowy XIX wieku do początków XX w. wyemigrowało tam kilkadziesiąt tysięcy Niemców tworząc jedną z ważniejszych mniejszości w Chile. Zasiedlili także dzikie i trudne do życia regiony Aisén czy Patagonię. Imigranci zbudowali silne społeczności, gdzie wprost przeszczepili swój styl życia i kulturę. Stąd większe miejscowości nierzadko kopiują niemieckie budownictwo, a niektóre usługi czy produkty do dziś noszą niemieckie nazwy. Nietrudno napotkać hasła „Zimmer frei” albo „Kuchen”. Przydrożne knajpy wyglądają jak biesiadne, bawarskie piwiarnie, a niemieckie flagi powiewają pewnie częściej niż w Niemczech (na pewno współczesnych). Jedynie charakterystyczne stożki wulkanów i specyficzna fauna przypominają o tym, że to Chile, a nie Bawaria. W te rejony zjechało się sporo innych narodowości, m.in. Chorwaci czy Włosi, ale nie wpłynęli już tak znacząco na otoczenie. Nie bez powodu więc Chilijczyków „Niemcami Ameryki Południowej”.

W XX w. niemieckie społeczności w Chile musiały się zmierzyć z tym co się działo w Europie. Test zdali słabo, ponieważ większość z nich wykazywało pasywne poparcie dla rządów nazistów, a część jawnie ich wspierała. Co więcej, sam rząd był wyraźnie przychylny dla działań hitlerowców. Po wojnie niemała grupa nazistów znalazła dzięki temu schronienie w Chile. Według różnych źródeł, mogło to być nawet ponad 1000 osób, w tym wysocy rangą jak Walter Rauff. Najbardziej znana medialnie sprawa dotyczyła Paula Schäfera, który stworzył niedaleko miasta Chillán (w regionie Biobío) tzw. Colonię Dignidad. Schäfer służył w Wehrmachcie, a po wojnie w niejasnych okolicznościach wylądował w Ameryce Płd. Założył tam coś na kształt komuny, która funkcjonowała jako hermetyczna społeczność, a później już jak sekta. Dochodziło tam do przemocy i prześladowań wszelakiego rodzaju. Centrum Szymona Wiesenthala twierdzi nawet, że przebywał tam przez jakiś czas Joseph Mengele (źródło), który także zbiegł do Ameryki Południowej.  Po upadku dyktatury w Chile, historia Colonii zyskała sporą popularność, powstał nawet niezły film na ten temat. Współcześnie miejsce zmieniło nazwę na Villa Baviera i próbuje normalnie funkcjonować, ale media co jakiś czas wracają tam z tym samym tematem. Ostatnio kanał History nakręcił w tych okolicach cały odcinek głośnego paradokumentu Hunting Hitler. Seria jest zrobiona w bardziej rozrywkowy i „spiskowy” sposób, ale bazuje na wielu realnych miejscach, ludziach i zdarzeniach.

Przed Niemcami na tych terenach panowali Mapuche (Araukanie), którzy niespecjalnie chcieli się podporządkować najpierw konkwiście, a potem niepodległym już Chile czy Argentynie, choć przez wiele lat żyli obok siebie. W drugiej połowie XIX w. oba kraje stopniowo podbijały te tereny, co niemal  doprowadziło do upadku ich kultury. Żyzne i bogate naturalnie tereny Araukanii były zbyt kuszące dla ekspansywnych w tym czasie Chile i Argentyny. Obecnie Araukanie zachowują swoją małą autonomię, choć nie zostało ich zbyt wielu. Udało im się dogadać z rządem Chile i wyrwać skrawki niezależności. Jednak sytuacja co kilka lat się zaognia i za jakiś czas Mapuche mogą podzielić los Indian z Ameryki Północnej.

Nieprzypadkowo regiony te upodobało sobie tak wielu imigrantów, bo Araukania i Los Lagos prawdziwe turystyczne zagłębia, a krajobraz przez swoją specyfikę przypomina bardziej jakąś fantastyczną krainę. Ciężko mi było zdecydować co robić, ponieważ interesujących obiektów jest tam mnóstwo. Wulkany, jeziora, trasy trekkingowe, wodospady, gorące źródła. To wszystko relatywnie łatwo dostępne. Jadąc na południe w stronę Puerto Montt większość dróg prowadzących w stronę granicy z Argentyną posiada jakieś ciekawostki naturalne. Ostatecznie padło na Pucon i wulkan Villarica oraz okolice wulkanu Osorno. Zdecydowanie najlepszą opcją jest wypożyczenie samochodu w którymś z miast i pokrążenie po regionie.

Inne warte uwagi obiekty:

PUCON I WULKAN VILLARICA

Pucon to małe miasteczko leżące u podnóży wulkanu Villarica i nad brzegiem jeziora o tej samej nazwie. Centrum miejscowości to już turystyczny kurort pełną gębą z restauracjami, hotelami i sklepami ze sprzętem turystycznym. W okolicach można zagospodarować spokojnie kilka dni. Jednak główną atrakcją jest oczywiście wulkan Villarica. Już z miasta widać dym wydobywający się z krateru, a na nocnym niebie świeci czerwoną od lawy łuną. Na szczycie (przy sprzyjających okolicznościach) można zobaczyć eksplodującą lawę wewnątrz krateru. Zawiedzeni mogą być Ci, którzy oczekują dzikości i odludzia. Góra jest bardzo popularna, a przy dobrej pogodzie w okolicach szczytu niemal codziennie ktoś się kręci. Trekkingi, zjazdy na nartach i czym się da, a nawet skoki spadochronowe…

CO ROBIĆ?

WEJŚCIE NA VILLARICĘ

Jest to jedna z ciekawszych rzeczy do roboty będąc w Puconie, ponieważ Villarica uaktywniła się w 2015 r. Wejście na własną rękę nie jest właściwie możliwe ani legalne. Trzeba pójść z którymś z biur turystycznych, ponieważ większość szlaków jest pilnowanych przez CONAF, a samodzielne akcje teoretycznie zakazane (chyba, że ma się specjalne pozwolenie). Taka atrakcja nie jest tania, kosztuje minimum 70000 CLP (około 400 PLN) – taką najniższą cenę znalazłem. W tej cenie jest opieka przewodnika i sprzęt (raki, buty). Zdobycie szczytu zajmuje kilka godzin, w zależności od pogody i kondycji turystów, z którymi przyjdzie nam wchodzić. Zazwyczaj idzie się dużą, nawet kilkunastoosobową grupą, co zwiększa ryzyko odwrotu w przypadku problemów kogoś z ekipy. Podobno zdarza się, że przewodnik zawraca w przypadku gdy wiatr skieruje wyziewy z krateru akurat na podchodzącą grupę.

Villarica

ROWER

W mieście jest sporo wypożyczalni rowerów, gdzie można od razu dostać mapkę z propozycjami tras. Wypożyczenie roweru (całkiem niezły MTB) to koszt 10000-12000 CLP (55-70 PLN) za dzień. Mi udało się wykonać trasę nad jezioro Caburgua, co spokojnie może zająć  7-10 godzin.

GORĄCE ŹRÓDŁA

W okolicach Puconu jest przynajmniej kilka gorących źródeł (poniżej mapka). Niektóre z nich wyglądają bardziej jak nowoczesne łaźnie czy spa, ale widok na dymiącą Villaricę na pewno to zrekompensuje. Żeby zaliczyć chociaż część z nich warto wypożyczyć samochód i pokrążyć po okolicy. Koszt wynajęcia małego auta to minimum 20000 CLP za dzień.

KAJAK/ŁÓDKA/SPŁYW

Za kilka tysięcy peso można wypożyczyć łódkę lub kajak na jeziorze Villarica. Większość biur turystycznych w Puconie oferuje też spływy pontonowe na okolicznych górskich rzekach.

PARK NARODOWY VILLARICA

Park oferuje całą masę różnych opcji górsko – trekkingowych, przy czym poza okolicami wulkanu Villarica raczej nie spotkamy zbyt wielu ludzi. Poza kilkoma innymi wulkanami i jeziorami można tutaj pooglądać ciekawą florę i faunę, m.in.: ciekawie wyglądające drzewo Araukarię chilijską, która jest w herbie regionu. Wstęp na teren parku jest w niektórych miejscach płatny, w sezonie 5000 CLP, poza sezonem 2500 CLP. Więcej informacji na oficjalnej stronie: http://www.conaf.cl/parques/parque-nacional-villarrica/. Tak jak w przypadku gorących źródeł, idealnym rozwiązaniem wydaje się wypożyczenie auta i podjechanie na trekking w pobliże parku.

OSORNO

Miasto Osorno nie jest już tak turystyczne jak Pucon i wygląda jak zwykła, średniej wielkości chilijska miejscowość. Może to być niezły punkt wypadowy – jest tam baza noclegowa i wypożyczalnia samochodów. Według mnie lepszym miejscem do organizacji eksploracji okolic jest Puerto Varas lub Puerto Montt, gdzie jest więcej opcji transportowych.

Dotrzeć pod wulkan Osorno jest trudno za pomocą publicznego transportu, z racji tego, że  w jego bezpośredniej okolicy nie ma zbyt wielu miejscowości. Najlepszą opcją będzie wypożyczenie samochodu i objechanie jeziora Llanquihue trasą numer 225. Droga jest przyjazna dla rowerzystów, ponieważ na sporym odcinku wytyczono osobny pas rowerowy.

Po drodze na Osorno można oglądać wulkan Calbuco, który w 2015 r. wybuchł z zaskakującą siłą.

Wulkan Osorno jest jedną z bardziej widowiskowych gór z racji na regularny kształt stożka. Widnieje nawet na herbie regionu Los Lagos. Uwagę na górę zwrócił także Karol Darwin, który płynąc na północ kontynentu, oglądał ostatnią dużą erupcję Osorno w 1835 r. Doszło wtedy do wybuchów kilku wulkanów oraz trzęsień ziemi jednocześnie, o czym Darwin wspominał w swoich notatkach.

CO ROBIĆ?

Po wjechaniu do Parku Narodowego Vicente Pérez Rosales ruch jest już minimalny (w sezonie letnim). Zdecydowanie warto zboczyć z drogi 225 i podjechać (asfaltową drogą!) do samych podnóży wulkanu, do schroniska Teski. Jest tam zaskakująco dobrze rozwinięta infrastruktura narciarska i noclegowa. Czarny materiał wulkaniczny daje ciekawy kontrast z wiecznym śniegiem i lodem pokrywającym stożek, a latem jest tam prawie pusto.

Wejście na Osorno to wyzwanie dla raczej doświadczonych „górali”, ponieważ w szczyt pokryty jest lodowcem i nie obędzie się bez sprzętu. Więcej informacji pod http://www.summitpost.org/osorno-volcano/152059. Zdecydowanie jednak warto zrobić trekking u podnóży wulkanu, bo można dotrzeć do starych, nieczynnych już kraterów. Największy z nich, La Picada, na którym wyrósł Osorno, lub mniejszy Rojo, oddalony o kilkanaście minut drogi.

Wartą uwagi trasą jest przejście zboczem góry z/do miejscowości Petrohué, gdzie przy okazji można obejrzeć słynne wodospady. Poniżej mapka:

Całkowity dystans: 15073 m
Najwyższy punkt: 1092 m
Najniższy punkt: 197 m
Wyskokość podjazdów: 332 m
Wysokość zjazdów: -953 m
Pobieranie

PUERTO MONTT

Chilijczycy żartują sobie z Puerto Montt, nazywając je Muerto Montt, co potocznie można przełożyć jako „zadupie”. Taki ichniejszy Czelabińsk albo Wąchock. Chodzi tu nie tylko o położenie miasta, ale też o pogodę, która jest tam raczej wersji brytyjskiej. I faktycznie, podczas kilku dni mojego pobytu Puerto Montt nie było jedno dnia bez deszczu i ani na chwilę nie wyszło słońce. Miasto sprawia wrażenie portowego odludzia, ale nie jest przytłaczające i smutne. Pomimo słabej pogody mam stamtąd bardzo dobre wspomnienia.

Wybrzeże w Puerto Montt. Styl raczej skandynawski

CO ROBIĆ?

Mimo żartów, Puerto Montt jest istotnym ośrodkiem, głównie ze względu na to, że jest to ostatni, łatwo dostępny punkt w Chile. Dalej na południe tereny już zdecydowanie dziksze, które można stąd eksplorować. W mieście jest kilka wypożyczalni samochodowych, skąd można wyruszyć na Carreterę Autstral (http://traficantes.pl/2017/06/carretera-austral-autostrada-pinocheta/), która ma swój początek właśnie w Puerto Montt.

Z portu wypływają promy do kilku osrodków na dalekim południu, w tym do patagońskiego Puerto Natales czy Puerto Chacabuco (np. Navimag). Nie jest to tania zabawa, ale na pewno warto, ponieważ nierzadko można zobaczyć z pokładu wieloryba czy delfina.

Puerto Montt to jeden z niewielu dogodnych sposobów na dostanie się do argentyńskiego Bariloche oraz słynnej Ruty 40. Bilet na autobus to koszt 15000 – 18000 CLP (75 – 90 PLN), a przejazd trwa około 6 godzin. Czas przejazdu może się zmienić ze względu na specyfikę przejść granicznych między Chile i Argentyną.

KIEDY?

Jak w większości miejsc w Ameryce Południowej, najlepsza pogoda to wiosna i lato na półkuli południowej: wrzesień – marzec. Dane pochodzą z https://weatherspark.com.

PODSUMOWANIE

DojazdZ Santiago:
- do Puerto Montt i Puerto Varas, samolot - około 200-500 PLN(Sky Airlines), autobus, 10-12 godzin jazdy około 90-120 PLN
- do Pucon i Osorno, autobus 60 - 100 PLN w zależności od kompanii autobusowej, 9-10 godzin jazdy
NoclegSporo noclegów już od kilkunastu tysięcy CLP za pokój
Kiedy jechać?wrzesień-marzec
Co robić?Pucon i okolice:
- trekking w PN Villarica
- wejścia na Villaricę
- kajaki, łódki
- narty (najlepsze warunki czerwiec-wrzesień)
- rower
- gorące źródła

Osorno i okolice:
- trekking w PN Vicente Pérez Rosales
- trekking na zboczach Osorno
- narty (najlepsze warunki czerwiec-wrzesień)
- objechanie jeziora Llanquihue (rower lub samochód)

Puerto Montt i okolice:
- Carretera Austral
- Chiloé
- prom do Patagonii
- przejazd do Bariloche

Dodaj komentarz