Serial Narcos vs Kolumbijczycy oraz bezpieczeństwo w Kolumbii

Bijący ostatnio rekordy popularności serial Narcos trafił to tzw. „medialnego mainstreamu” i rozsławił na nowo Kolumbię jako narkotykowe jądro ciemności. Choć jest to bardzo dobra produkcja, to nie jest w smak wielu Kolumbijczykom, którzy chcieliby, żeby świat dał sobie spokój z tym tematem. Co dziwniejsze, to postać Pablo Escobara jest tak przedstawiona, że można go wręcz polubić, a czasami nawet trochę mu kibicować. Mimo, że coraz więcej osób ma świadomość jak wygląda współczesna Kolumbia, to dzięki serialowi, nadal kojarzy się bardziej z kokainą, niż z kawą. 

NARCOS

Sytuację z serialem Narcos można porównać trochę do tego co mieliśmy w Polsce, gdy kilka lat temu pojawił się inny serial, Nasze matki, nasi ojcowie, który wywołał mnóstwo kontrowersji i nie spodobał się większości Polaków. Przedstawiał krzywdzący i wyjęty z kontekstu obraz polskich partyzantów. Nie dziwi, więc fakt, że gdy podczas moich rozmów z Kolumbijczykami pojawiał się temat serialu Narcos, to zazwyczaj pierwszą reakcją było kiwanie głową i wzdychanie z rezygnacją. Narzekali mi prosto w twarz, że wy, ludzie na „zachodzie”, to zawsze wiecie lepiej. Czasami nawet sami rozpoczynali temat, żeby skrytykować stronniczość przekazu i spłycenie problemu. A problem według miejscowych leżał (i nadal leży) nie tylko w ich kraju. Istotną częścią całego „nakrobiznesu” były Stany Zjednoczone, gdzie latami nie robiono nic, aby zatrzymać przemyt, a największe konsekwencja ponosiła Kolumbia. W ich wypowiedziach słychać było żal do machiny medialnej USA, która od lat pokazywała kokainę jako wyłącznie kolumbijski problem.

Nie zaskakuje zdziwienie Kolumbijczyków, szczególnie młodych, gdy do ich ojczyzny przyjeżdżają turyści z Europy i USA, którzy chcą „podróżować” szlakiem Narcosów. Na Youtube pełno jest takich przaśnych serii, relacjonujących „na wesoło” odwiedziny w miejscach związanych z jednym z najsłynniejszych terrorystów XX wieku, który bezpośrednio i pośrednio przyczynił się do śmierci tysięcy niewinnych ludzi. Niechęć do promowania kraju na bazie kokainowej przeszłości mają także kolejne kolumbijskie rządy, mimo że mogłoby ruch turystyczny. Najlepszym tego przykładem jest najsłynniejsza posiadłość Pablo Escobara – Hacienda Nápolés, która w tej chwili służy jako zoo i mały aquapark. Mimo, że na terenie haciendy nadal można spotkać pozostałości po byłym lokatorze, to nikt oficjalnie nie wspomina ani słowa Pablo Escobarze, ani nie promuje miejsca pod tym kątem.

Hacienda zachowała oryginalną bramę, ale samolot podmieniono

A poniżej film z oficjalnego profilu „parku tematycznego”. Nikt nie wspomina słowem o Pablo, reszta filmów też raczej o faunie, florze i basenach.

Osobiście nie spotkałem też za wiele motywów związanych z narkotykową przeszłością, nawet w Medellín, choć część Kolumbijczyków korzysta z ostatniego wzrostu koniunktury na Pablo Escobara. Stąd np. w Medellín i okolicach można spotkać pamiątki czy „wycieczki” śladami kartelu. W Guatapé natomiast, na brzegu jeziora stoi kilku miejscowych i nagabuje na popływanie łódką należącą niegdyś do „El Patron’a”.  Były to jednak pojedyncze sytuacje i raczej nikt nie tęskni tam za czasami Escobara.

Handlarz sprzedaje m.in. książki o „El Patronie”

Mark Bowden w swojej książce „Killing Pablo” opisuje cały proces walki z Escobarem i na jej podstawie był tworzony serial. Po przeczytaniu książki ocena serii Narcos może delikatnie się zmienić, bo znowu jest wrażenie, że twórce serialu zbyt delikatnie przedstawili głównego bohatera.

OBECNIE

Żeby nie było zbyt kolorowo, to obecnie Kolumbia nadal przoduje w produkcji kokainy. Raport ONZ wylicza, że do 2015 r. własnie tam znajdowała się ponad połowa upraw koki, a w latach 2009-2014, ponad 56% konfiskat kokainy odbyło się w Kolumbii. Kolejne rządy podejmują różne sposoby uprawami koki. Rolnicy są zachęcani specjalnymi programami pomocowymi do przestawiania produkcji na inne rośliny. Do walki z koką ma być także zaprzęgnięty… motyl. Larwy Eloria noyesi żywią się liśćmi koki i w ten sposób mają walczyć z nielegalnymi uprawami. Program jest na razie na etapie badań (http://www.coha.org/eloria-noyesi-colombias-potential-solution-to-eradicating-illicit-coca/). W Cali i Medellín nadal działają kartele, ale już na mniejszą skalę i nie są aż tak brutalne jak ich poprzednicy.

PARTYZANCI

Istotną rolę w produkcji i przemycie kokainy odgrywała partyzantki FARC oraz ELN, które w dużej mierze z tego właśnie się utrzymywały. Dopiero we wrześniu zeszłego roku, po 52 latach wojny domowej podpisano rozejm, który pochłonął, według różnych szacunków, 22000-25000 ofiar śmiertelnych. Partyzanci w ostatnich latach działali właściwie jak kartele narkotykowe, stąd podpisany rozejm może mieć decydujące znaczenie w walce z kokainą. Proces pokojowy przebiega opornie i wywołuje spore emocje u Kolumbijczyków (do poczytania http://www.coha.org/the-necessity-of-decree-899/). Mimo to, prezydent Kolumbii Juan Manuel Santos otrzymał w zeszłym roku Pokojową Nagrodę Nobla za wysiłki na rzecz zakończenia wojny domowej. Niestety ELN nie zgodziło się na zawieszenie broni, przez co nadal wiele instytucji na świecie uważa ich za organizację terrorystyczną, min. EU.

BEZPIECZEŃSTWO

Trzeba jasno podkreślić, że Kolumbia nie jest krajem bezpiecznym w rozumieniu europejskim, a oficjalnie do września zeszłego roku kraj był w stanie wojny domowej! Mimo to, dawno nie jest już tym miejscem, którym była jeszcze pod koniec XX wieku i tym opisywanym w serialu Narcos. Pomimo, że media i różne organy nadal umieszczają ją bardzo wysoko na listach najniebezpieczniejszych państw świata, np.: MSN, Departament Stanu USA, to przy zachowaniu oczywistych zasad bezpieczeństwa podróżowanie po Kolumbii nie będzie jakoś bardzo odbiegało od normy. Tak jak w większości świata, przedmieścia miast oraz poszczególne dzielnicę mogą być mniej bezpieczne. Warto więc unikać paradowania z dyndającą na szyi lustrzanką czy iPhonem w ręce. Taka też była rada taksówkarza, który wiózł mnie z lotniska. Były to pierwsze słowa jakie usłyszałem od Kolumbijczyka po wylądowaniu w Kolumbii… Pospolite przestępstwa jak rozboje, kradzieże to nadal realne zagrożenie, ale w rzeczywistości jest dużo bezpieczniej niż może się zdawać przed wyjazdem.

Pierwsza rzecz jaka rzuciła mi się w oczy to bardzo duża ilość policji i wojska. W centrach dużych miast, na lotniskach czy dworcach non stop widać patrole i oznakowane radiowozy. Na wielu trasach w różnych częściach kraju rozlokowane są posterunki wojskowe, a policja dokonuje losowych kontroli w autobusach i samochodach. Sam byłem przeszukiwany wielokrotnie, w tym w środku nocy, podczas zatrzymania autobusu do Armenii (miasto w Kolumbii). Policjanci dokładnie mnie sprawdzili, łącznie z dokumentami i bagażem. Taka ilość mundurowych poprawia poczucie bezpieczeństwa, tym bardziej, że Ci na których trafiłem, byli całkowicie profesjonalni i pomocni.

Osobną kwestią są rejony działań partyzantki, gdzie wielokrotnie dochodziło do porwań, także zagranicznych turystów. Przed wybraniem się w mniej uczęszczane rejony, szczególnie poza głównymi szlakami turystycznymi, warto rozpytać miejscowych o sytuację w wybranej okolicy. Mimo, że rozbrojenie partyzantów trwa, to proces się komplikuje i nie można na ten moment powiedzieć, że w rejonach działalności FARC nagle jest bezpiecznie. Warto pamiętać, że ELN i inne odłamy nie złożyły broni i nadal stanowią zagrożenie. Nawet w ostatnim czasie dochodziło do porwań i zamachów bombowych w tym w dużych miastach.

Posterunek wojskowy w drodze do Popayán

Podstawowa kwestia to zachowanie kilku oczywistych, zdroworozsądkowych, działających na całym świecie zasad odnośnie bagażu, postępowania w podróży itp. W miejscach turystycznych Kolumbia staje się w niektórych kwestiach paradoksalnie bardziej bezpieczna, niż Argentyna, Ekwador, Peru czy nawet Chile, co pokazują niektóre statystyki. Podsumowując dane z ONZ oraz własne doświadczenia, to Kolumbia nie jest bardziej niebezpieczna niż inne kraje kontynentu.

2 thoughts on “Serial Narcos vs Kolumbijczycy oraz bezpieczeństwo w Kolumbii”

  1. shape_shifter

    „Sam byłem przeszukiwany wielokrotnie, w tym w środku nocy, podczas zatrzymania autobusu do Armenii.”

    Autobus z Kolumbii do Armenii? Chyba wormholem albo pasazerom podaje się bardzo dużo LSD ;]

    1. admin

      Wyobraź sobie, że jest takie miasto w Kolumbii 😉 http://lmgtfy.com/?q=Armenia+Colombia 🙂

Dodaj komentarz