Wulkany Atacamy-Licancabur, Lascar, Aguas Calientes, Ojos del Salado, Llullaillaco

Wulkaniczne pustkowie na Atacamie to kombinacja wielu ekstremów. Jest to jedno najbardziej nieprzyjaznych dla życia miejsc na ziemi, gdzie spory procent powierzchni stanowią solniska, wulkaniczne łańcuchy górskie i pustynne płaskowyże. Warunki panujące na tym obszarze są jedne w swoim rodzaju i najbardziej ze wszystkich miejsc na świecie przypominają Marsa.

Nierealistyczne widoki jakie serwowała Atacama wywoływały we mnie śmieszne uczucie przebywania na innej planecie. Ciężko porównać te krajobrazy do czegokolwiek innego na świecie. Robiąc zdjęcia myślałem, że nie uda się oddać klimatu miejsca. Jednak każde ze zdjęć w tym tekście dość realistycznie pokazuje widoki na „ziemskim” Marsie. Fotki nie są potraktowane filtrami ani podkolorowane, tak to właśnie wygląda, choć może się zdawać czasami, że jest to grafika komputerowa.

Do listy czynników ze wstępu, które czynią ten obszar tak trudnym do życia, można dołożyć: wysoki poziom promieniowania UV, duże wysokości, poziomy metali ciężkich w glebie i skałach wielokrotnie przekraczające normy czy opady na poziomie 100 mm rocznie (miejscami nie pada w ogóle). Te wszystkie ekstrema i podobieństwo do czerwonej planety sprowadziło w te rejony wielu naukowców, głównie z NASA, którzy prowadzą eksperymenty i badania aby lepiej zrozumieć warunki panujące na Marsie. Poza tym, badaczy interesuje wpływ ekstremalnych warunków na różne organizmy, stąd m.in. prace prowadzone w jeziorach wulkanicznych na Licancaburze, Aguas Calientes czy Laguna Lejia. Mikroorganizmy żyją tam w tak trudnych warunkach, że stanowią dobre źródło wiedzy przed ewentualnymi misjami marsjańskimi.

Przed naukowcami z NASA, „kosmiczność” wulkanów na Atacamie wykorzystywali już Atacamenos, a później Inkowie w czasach prekolumbijskich, których wierzenia były mocno powiązane z naturą. Na szczytach i zboczach m.in. Llullaillaco, Acamarachi, Licancabura,  Chiliquesa, Incahuasi, odnaleziono ruiny inkaskich świątyń, pozostałości po ozdobach i biżuterii, a nawet groby i doskonale zachowane mumie dzieci składanych jako ofiary. Inkowie wierzyli, że składając ofiary z specjalnie wybranych, najdoskonalszych dzieci zapewnią im miejsce w niebie, pośród bogów. Obrządek nazywał się Capacocha i odbywał się podczas przełomowych lub dramatycznych wydarzeń, np. katastrofy naturalne, śmierć lub zmiana władcy itp. Przy okazji Inkowie zapisali się jako pierwsi zdobywcy kilku szczytów na Atacamie na długo przed zawodowcami z zachodu.

Wulkany z Atacamy zapełniają niemal całą pierwszą dziesiątkę najwyższych wulkanów na świecie. Jest to efekt dużej aktywności sejsmicznej tej części kontynentu, która trwa od kilku milionów lat. Także w innych plebiscytach wulkany z tego obszaru plasują się na pierwszych miejscach. Najwyżej położone zbiorniki wodne to jeziora w kraterach m.in. Ojos del Salado, Tres Cruces, Licancabura, Aguas Calientes i Acamarachi.

Współcześnie oprócz naukowców z NASA, na Atacamie pojawili się turyści, dla których (również dla mnie) najlepszą bazą wypadową na okoliczne wulkany jest San Pedro de Atacama. Jakieś opcję dostępne będą także w Copiapo, Calamie czy Antofagascie. Do San Pedro de Atacama można łatwo dojechać z wielu miejsc w Chile, Boliwii czy Argentynie. Ceny dojazdu z Argentyny mogą być miażdżące, dlatego warto najpierw dostać się do Santiago, Arici, Calamy czy Antofagasty. Osobiście, za bilet z Santiago zapłaciłem 23000 CLP (140 PLN), z Calamy 12000 CLP (70 PLN). Na miejscu warto pokrążyć po agencjach organizujących wejścia, ponieważ ceny potrafią różnić się diametralnie. Do dokładniejszego opisu wybrałem kilka ciekawszych wulkanów.

Licancabur 5920 m

Licancabur znad Laguna Verde

Leży na granicy Chile i Boliwii i jest to najbardziej znany szczyt w rejonie Atacamy. Stożek Licancabura ma niemal idealnie „wulkaniczny” kształt i wyróżnia się spośród sąsiednich gór. Jak wiele wierzchołków w regionie, Licancabur był obiektem kultu Inków. U podnóża znajdują się ruiny inkaskiej świątyni, a na szczycie odnaleziono ślady obecności ludzi oraz prowadzonych tam obrządków. Wulkan jest też wyjątkowy z kilku innych względów. W kraterze na szczycie znajduje się jezioro, które jest jednym z najwyżej położonych rezerwuarów słodkiej wody na świecie (różne listy plasują Licancabura w pierwszej 10). Jakby tego było mało, jezioro posłużyło do pobicia rekordu Guinness’a w nurkowaniu oraz pływaniu najwyżej nad poziomem morza. Kilka lat temu oba rekordy zostały pobite na Ojos del Salado. Licancabur służył nie tylko do bicia rekordów. Prowadzone były tam badania (m.in. SETI, NASA) nad wpływem dużych wysokości na organizm ludzki oraz nad mikroorganizmami, które pomimo nieprzyjaznych warunków żyją w wodach jeziora na szczycie.

Jezioro w kraterze Licancabura, zdjęcie Wikipedia

ORGANIZACJA WEJŚCIA

Licancabur jest możliwy do zdobycia właściwie tylko jedną drogą od strony boliwijskiej, ale najszybciej i najłatwiej dotrzeć do niego z Chile, z San Pedro de Atacama. Istnieje trasa po stronie chilijskiej, ale dostęp na nią jest teoretycznie zabroniony, ponieważ za czasów Augusto Pinocheta cześć pogranicza Chile (między innymi okolice Licancabura) została zaminowana z racji napięć z sąsiadami. Nie ma dokładnych informacji o tym, gdzie dokładnie mogą być miny, a Chilijczycy nie za bardzo kwapią się do zabezpieczania terenu.

Licancabur i Juriques, widok z San Pedro de Atacama

Góra leży częściowo w Parku Narodowym Eduardo Avaroa stąd pewne wymogi formalne. Wejście na szczyt teoretycznie musi odbyć się z boliwijskim przewodnikiem, a tak przynajmniej twierdzi załoga parku. Także wszystkie wycieczki, zarówno z Chile i Boliwii, które mają w planach wejście na Licancabura „wypożyczają” opiekunów. Jednak tutaj zaczyna się boliwijska rzeczywistość, która dotknęła także mnie. Gdy chcemy zorganizować wejście poza wycieczką to z ceną i dostępnością przewodników może być różnie. Nie ma jednej ustalonej stawki, więc kwoty mogą być wysokie nawet jak na Boliwię. Do dyspozycji mamy trzech przewodników, ale nie jest powiedziane, że są dostępni na miejscu, choć ekipa Refugio Laguna Blanca może twierdzić inaczej. Tak też było w moim przypadku, gdzie okazało się, że przewodnik był od kilku dni na wulkanie Uturunku, ale obsługa twierdziła, że za kilka godzin pojawi się i poprowadzi mnie na górę. Cena jaką usłyszałem w 2016 r. to 800 boliviano (400 PLN) + 20$ za dojazd pod podnóże wulkanu + 150 boliviano (75 PLN) za wstęp do parku. Nocować można pod namiotem można właściwie wszędzie lub w Refugio Laguna Blanca (40 boliviano za pokój).

Stożek Licancabura widoczny z podnóży sąsiedniego wulkanu Juriques

Pewniejsza, ale jeszcze droższa opcja to kupienie wycieczki:

  • w San Pedro de Atacama (Chile) znajduje się kilka biur organizujących wejścia na Licancabura. Ceny kształtują się od 170.000 CLP do ponad 200.000 CLP (ponad 1000 – 1200 PLN) za osobę. W cenie jest transport na miejsce i podstawowy prowiant na dwa dni, bo tyle zazwyczaj zajmują wypady z San Pedro.
  • W Uyuni lub Tupizie (Boliwia) organizowane są kilkudniowe wycieczki, gdzie objeżdża się Salar de Uyuni oraz główne atrakcje parku Eduardo Avaroa.  Cześć organizatorów oferuje wejście na Licancabura co razem z innymi atrakcjami zajmuje 5 dni. Ceny wycieczek startujących z Uyuni wraz z wejściem na wulkan to koszt 1200 – 1500 boliviano (600 – 750 PLN) za osobę. Jeszcze drożej jest w Tupizie, bo za podobny zestaw atrakcji zapłacić trzeba 1500 – 1700 boliviano (750 – 850 PLN). Dodatkowe wyzwanie to zebranie ekipy na taki wyjazd co może być trudne.

Powrót do Uyuni nie powinien być dużym problemem, ponieważ łatwo załapać się do często pustych jeepów wracających z wycieczek ruszających z Uyuni lub Tupizy. Taki autostop to koszt około 100 boliviano.

KIEDY?

Od kwietnia do lipca stożek może być pokryty dużą ilością śniegu co zmusza do użycia sprzętu. Poza tym okresem warunki są podobne, choć najlepsze pomiędzy grudniem a lutym z uwagi na słabszy wiatr.

WEJŚCIE

Trasa zapożyczona z link.

Całkowity dystans: 8333 m
Najwyższy punkt: 5931 m
Najniższy punkt: 4608 m
Wyskokość podjazdów: 1463 m
Wysokość zjazdów: -1418 m
Pobieranie

 

Wejście z przewodnikiem rozpoczyna się o godzinie 2 nad ranem. Najpierw dojeżdżamy samochodem do podnóża, zazwyczaj w okolice inkaskich ruin. Stamtąd prowadzi wyraźna ścieżka na szczyt. Podejście jest dość ciężkie i długie z racji sporego nachylenia zbocza Licancabura. Czas wejścia zależy oczywiście od formy, ale większość osób powinna się zmieścić w 6 – 8 godzinach. Zejście to dodatkowe 4 – 5 godzin.

Lascar 5602 m

Lascar od strony zachodniej, widziany z drogi do San Pedro de Atacama

Lascar jest jednym z najbardziej aktywnych wulkanów w tej części kontynentu. Mieści się na obszarze Salar de Atacama, 100 km na południowy wschód od San Pedro de Atacama. Na tym terenie leży sporo innych wulkanów m.in. Aguas Calientes, Chiliques, Acamarachi czy Cerro Miscanti. Na pierwszy rzut oka stożek ma niepozorny, płaski kształt, ale na szycie znajduje się aż 5 kraterów. Największy i obecnie najbardziej aktywny jest zachodni krater o średnicy ponad 800 metrów. W kwestii wysokości Lascara było sporo wątpliwości w przeszłości, różne źródła podają rozbieżne dane, ale ostatnie dokładniejsze pomiary wskazały ponad 5600 m.

W XX wieku doszło do kilku dużych oraz kilkunastu mniejszych erupcji Lascara, w tym największa w 1993 r. Wtedy to wybuch osiągnął siłę VEI-4 w 8 stopniowej skali. Chmura pyłów i gazów sięgnęła ponad 10 kilometrów wysokości, a do atmosfery trafiły setki tysięcy ton cząsteczek różnego typu. Ilość materiału wyrzuconego podczas erupcji była tak potężna, że ślady pyłów odnaleziono nawet w Buenos Aires (oddalonym o ponad 1500 km), w Urugwaju, Brazylii czy Boliwii. Oczywiście najbardziej ucierpiały najbliższe okolice, gdzie opad po wybuchu (zawierający m.in. miedź, siarkę, kadm) skaził ważne zbiorniki wodne. W następnych latach dochodziło do słabszych eksplozji, ale nadal odciskających piętno w postaci opadu pyłu nawet w północnej Argentynie i widocznych z miejsc oddalonych o setki kilometrów. Ostatnia erupcja trwa od 2015 r. do dziś. Obecnie Lascar wykazuje słabą, ale stałą aktywność w postaci emisji gazów, w tym fumaroli. Z uwagi na swój charakter jest to jeden z ciekawszych wulkanów w okolicy, ale z tego samego powodu jest też niebezpieczny i zdradliwy.

Widok ze zbocza Lascara. Pomimo pełnego słońca na szczycie jest zimno lub bardzo zimno, a wiatr przeważnie wieje po kilkadziesiąt km/h. Jednak widok z podejścia jest tego wart i faktycznie sprawia wrażenie przebywania na innej planecie

ORGANIZACJA WEJŚCIA

Samodzielne wejście jest możliwe, ale dostęp do góry zależy od sytuacji sejsmicznej. Jeśli aktywność się wzmaga to zabronione są jakiekolwiek działania w okolicach wulkanu. Na ogół jednak nie potrzeba specjalnych pozwoleń. Trzeba pamiętać o kilku niebezpieczeństwach związanych z Lascarem. Wyziewy gazów, w tym siarkowodór, mogą być trujące w zbyt dużych ilościach, dlatego nie warto wchodzić na szczyt bez podstawowego doświadczenia i wcześniejszego rozeznania w okolicy. Jeśli emisja gazów nasili się nagle, a wiatr skieruje chmurę na szlak to można być w tarapatach. Dodatkowo nieoczywisty kształt stożka i kilka kraterów może spowodować zgubienie drogi. Innym problemem jest położenie Lascara, który znajduje się na „marsjańskim” pustkowiu. Aby tam dojechać konieczny jest samochód 4×4 oraz pewna mapa, ponieważ dojazd do podnóży wulkanu będzie raczej nie do przebrnięcia przez osobówkę. Pamiętać należy także o dobrej aklimatyzacji, ponieważ San Pedro de Atacama znajduje się około 2200 m n.p.m., więc jadąc autem w okolice wulkanu szybko dokłada się kolejne  2200 m. W przypadku mniejszej ilości czasu warto rozważyć wejście z przewodnikiem. W San Pedro de Atacama sporo małych biur organizuje transport i przewodnika. Ceny kształtują się w zakresie 75.000 CLP – 100.000 CLP (450 PLN – 600 PLN) za osobę.

KIEDY?

W okresie kwiecień – lipiec na wszystkich szczytach może zalegać śnieg, stąd prawdopodobnie wymagany będzie sprzęt. Od września do lutego warunki poprawne do wejścia, choć najlepsze w okresie grudzień – luty.

WEJŚCIE

Całkowity dystans: 5833 m
Najwyższy punkt: 5602 m
Najniższy punkt: 5044 m
Wyskokość podjazdów: 605 m
Wysokość zjazdów: -591 m
Pobieranie

 

Podejście można rozpocząć w okolicach Laguna Lejia na wysokości około 4800 – 5000 m. W stronę szczytu prowadzi tylko miejscami wyraźna ścieżka. Technicznie, trasa nie jest trudna, ale wysokość, wyziewy oraz sypkie zbocza sprawiają więcej problemów niż to się na początku zapowiada. Szlak prowadzi do krawędzi głównego krateru na ok. 5480 m, skąd można dostać się jeszcze wyżej, na wschodnią (szczyt) lub zachodnią krawędź (jeden z nieczynnych kraterów). Ostatnie 120 m jest już dużo cięższe, ponieważ kąt podejścia zwiększa się wyraźnie. Ostatecznie szczyt jest do zdobycia w 3 – 4 godziny (osobiście udało mi się to zrobić w 2,5 godziny po bardzo dobrej aklimatyzacji). Zejście powinno zająć nieco ponad godzinę.

Widok ze szczytu Lascara. Na pierwszym planie Cerro Corona, potem Laguna Lejia, a za nią wulkan Chiliques

Aguas Calientes 5924 m

Widok znad Laguna Lejia. Od lewej Lascar, Aguas Calientes, Acamarachi

Bardzo blisko Lascara znajduje się wulkan o przewrotnej nazwie Aguas Calientes. Góra ma standardowy, regularny stożek z kraterem na szczycie. W kraterze mieście się jezioro o specyficznej, krwisto czerwonej wodzie. Podobnie jak w przypadku Licancabura i Ojos del Salado, jest to jeden z najwyżej położonych zbiorników wodnych na świecie. Nazwa szczytu wzięła z faktu, że woda w tym jeziorze niemal nigdy nie zamarza, najpewniej dzięki aktywności geotermalnej na wulkanie.

Jezioro na Aguas Calientes jest wyjątkowe także ze względu występujące tam mikroorganizmy, które nie zostały jak na razie poważnie zbadane ani sklasyfikowane. Położenie jeziora oraz jego specyfika sprowadziły tutaj naukowców z SETI oraz NASA, którzy podczas badań nad Marsem znaleźli wiele podobieństw do czerwonej planety. Na mikroflorę wpływa także aktywność Lascara, którego gazy docierają do krateru Aguas Calientes.

Aguas Calientes widoczny ze zboczy Lascara

WEJŚCIE

Wulkan zdecydowanie mniej popularny i nie jest łatwo zorganizować na niego wejście. Niestety nie istnieją mapy wyznaczające trasę podejścia, więc samodzielna akcja musi być dobrze zaplanowana. W San Pedro de Atacama nie ma zbyt wielu biur mających w ofercie Aguas Calientes, co wynika ze sporego nachylenia zboczy stożka oraz wysokości. O wejście trzeba rozpytać w okolicznych ośrodkach turystycznych. Cena najpewniej przekroczy 100.000 CLP (600 PLN). Podobnie jak w przypadku Lascara, dojazd w okolice Laguna Lejia i podnóże góry jest wykonalny właściwie tylko autem 4×4.

Ojos del Salado 6893 m

Zdjęcie Wikipedia

Najwyższy wulkan na ziemi i drugi w Ameryce Południowej. Z dokładnym pomiarem wysokości był przez wiele lat problem, a dyskusje trwają nawet do dziś. Do niedawna jeszcze twierdzono, że Ojos del Salado jest wyższy niż Aconcagua i ma ponad 7000 m. Obecnie stanęło na około 6900 m. Kłótnie o prymat najwyższego szczytu na kontynencie często prowadzą Chilijczycy z Argentyńczykami jako element ich tradycyjnych już wzajemnych docinek.

Mimo, że uznawany jest za aktywny to nie ma żadnych wzmianek o erupcjach w najnowszej historii. Ostanie badania datują ostatnią aktywność na pierwsze tysiąclecie naszej ery. W okolicach szczytu znajduje się kilka jezior, jedno z nich jest najwyżej położonym zbiornikiem wodnym na naszej planecie. Podobnie jak Licancabur, wulkan jest miejscem bicia różnych rekordów m.in. nurkowania w najwyżej położonym zbiorniku wodnym (oficjalna strona rekordów Guinnessa). To nie koniec prób bicia dziwnych rekordów. Od początku XXI wieku na jednym ze zboczy wulkanu, śrubowany jest rekord w najwyższym podjeździe samochodów i motocykli. Obecnie najlepszy wynik to ponad 6880 m.

Z Ojos del Salado związane są historie polskich wspinaczy. Pierwszego wejścia na szczyt dokonali w 1937 r. Polacy: Jan Alfred Szczepański i Justyn Tymon Wojsznis. Pod koniec 2015 r. Ojos del Salado posłużył do ciekawego i nowatorskiego sposobu przygotowań wysokościowych. Jeden z najbardziej znanych polskich himalaistów Adam Bielecki wraz z Jackiem Czechem przygotowywali się właśnie na tym wulkanie. Doświadczenie wspinaczy wysokogórskich mówi, że aklimatyzacja potrafi „utrzymać się” nawet do kilku tygodni po pobycie na dużych wysokościach. Adam i Jacek spokojnie zdobyli szczyt wulkanu poświęcając na to kilka dni, łapiąc przy tym aklimatyzację. Zaraz potem wylecieli w Himalaje atakować Nanga Parbat.

WEJŚCIE

Ojos del Salado jest dość popularny jako cel wypraw komercyjnych. Sporo biur, głównie z Chile, oferuje wejścia dla turystów. Wulkan leży na granicy Chile i Argentyny w bardzo trudno dostępnym terenie co właściwie wyklucza zdobywanie go samodzielnie. Dla większości „śmiertelników” z ograniczonym budżetem pozostaje kupienie wejścia z przewodnikiem. Jednak nie jest to niedzielny piknik, ponieważ taka wyprawa potrwa kilka dni (np. z San Pedro de Atacama), w tym kilka noclegów na dużych wysokościach. Technicznie podejście jest umiarkowanie trudne, ale wysokość jest już na tyle poważna, że bez doświadczenia i aklimatyzacji nie ma co myśleć o wchodzeniu. Chętnych na Ojos del Salado jest stosunkowo mało w popularnych turystycznie miejscowościach, więc o warunki i ceny trzeba rozpytywać na miejscu. Więcej informacji na http://www.summitpost.org/ojos-del-salado/150299.

Llullaillaco 6739 m

Jeden z najwyższych wulkanów na świecie, drugi najwyższy aktywny wulkan (część źródeł uznaje go za najwyższy czynny), podobnie usytuowany jak Ojos del Salado i podobnie niedostępny. Największą ciekawostką Llullaillaco jest jednak odkrycie archeologiczne z 1999 r. Została wtedy odnalezione zmumifikowane zwłoki trójki inkaskich dzieci w wieku 6, 7 i 15 lat (dzieci z Llullaillaco). Ciała znajdowały się na różnych wysokościach, począwszy od 5200 m i dzięki warunkom panującym na tym terenie zachowały się w doskonałym stanie. Dzieci zostały złożone w ofierze w obrządku zwanym Capacocha ponad 500 lat temu. Poza zwłokami znaleziono  m.in. materiały, ozdoby, garnki. Znalezisko z 1999 r. uczyniło Llullaillaco najwyżej położonym stanowiskiem archeologicznym na świecie. Mumie przeniesiono do Museum of High Altitude Archaeology do Salty w Argentynie.

15-letnia dziewczynka znaleziona na Llullaillaco, nazwana La Doncella. Źródło Wikipedia

WEJŚCIE

Podobnie jak Ojos del Salado, Llullaillaco jest trudno dostępnym, odległym od cywilizacji szczytem. Istnieje opcja organizacji wejścia w dużych ośrodkach turystycznych Chile, np. San Pedro de Atacama czy Copiapo. Będzie to kilkudniowa eskapada dla doświadczonych górali. Więcej informacji: http://www.summitpost.org/llullaillaco/184475.

Inne wulkany

Z San Pedro de Atacama dostępnych jest jeszcze kilka wulkanów do zdobycia:

  • Cerro Toco 5604 m. Najłatwiejsza do wejścia góra oferowana w biurach turystycznych. Ceny w okolicach 70.000 – 80.000 CLP (425 -486 PLN), a na zdobycie góry wystarczy 7 -8 godzin łącznie z dojazdem.
  • Sairecabur 6040 m. Ciekawy wulkan na granicy Chile i Boliwii. W okolicach szczytu odnaleziono inkaskie ruiny, a w okolicach góry znajdują się urządzenia astronomiczne do badania promieniowania kosmicznego, radiointerferometr. Cena wejścia to 100.000 – 120.000 CLP (600 – 730 PLN). Dojazd i zdobycie wulkanu można zamknąć w około 10 godzin.
  • Aucanquilcha 6176 m. Pomimo dużej wysokości, wulkan jest względnie prosty do wejścia. Na zboczu góry, na ponad 5900 m, istniała do niedawna kopalnia siarki. Była to najwyżej położona kopania na świecie. Wejście na szczyt zajmie wraz z dojazdem zajmie kilkanaście godzin. Ceny powyżej 120.000 CLP.

Dodaj komentarz